czwartek, 15 maja 2014

Ależ to było dawno!!!

Maj, miesiąc pierwszych komunii....
Dzieci z przejęciem oczekują tego dnia, kiedy po raz pierwszy uklękną przy konfesjonale, a potem przed ołtarzem, aby przyjąć Hostię...
Jednak uroczystość, która powinna być szczególna i podniosła, nabiera charakteru hucznego wydarzenia, połączonego z obdarowywaniem dzieciaków drogimi prezentami i pieniędzmi. Z reguły więc oczekują one tego dnia nie z powodów religijnych, ale z  dreszczykiem emocji - co za TO dostanę?!!!

Hmm... Wypaczenie? A może znak czasu? 

Daleki jestem od osądzania tego zjawiska. Jednak wracam wspomnieniami do maja 1953 roku, kiedy to ja przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą, w kościele parafialnym p.w. św. Pawła Apostoła w Warszawie. Ależ to było dawno!!! Czasy siermiężne, powojenne... Krótka, rodzinna uroczystość, medalik i to wszystko. Medalik gdzieś zaginął. Pozostało wyblakłe zdjęcie, zrobione na Saskiej Kępie, niedaleko domu mojej babci.

    
Stojący na baczność grzeczny chłopczyk, w podkolanówkach, krótkich spodenkach i jasnej marynarce ściągniętej paskiem, z rękawem przepasanym białą wstążką.

Niestety, wkrótce w to dobrze rokujące dziecko wstąpił diabeł!!!!! Szczególnie odczuła to na własnej skórze pani katechetka, która prowadziła w szkole obowiązkowe jeszcze wówczas lekcje religii. Apogeum tego zjawiska wystąpiło w marcu 1955 roku, w czwartej klasie szkoły podstawowej. Świadectwem tego niech będzie kilka wpisów do mojego dzienniczka, który jakimś cudem przetrwał w szpargałach kilkadziesiąt lat.  
Zrozpaczona katechetka wpisała wówczas ze  złudną nadzieją, że odniesie to jakiś skutek:

 Niestety, bez efektu, bowiem w trzynaście dni później poleciła mi wpisać poniższą uwagę:

Nadaremnie. Zrezygnowana katechetka, po dziesięciu następnych dniach, wywiesiła swoistą białą flagę:

 Pamiętam, że potem miałem jeszcze z nią poważna rozmowę,  odbytą w drodze z kościoła do domu, kiedy to w odruchu rozpaczy podzieliła się ze mną wątpliwościami, czy wystawić mi na okres jedynie "trójkę", czy też nic. Po krótkim wahaniu wybrałem drugi wariant...  

Biedna pani katechetka... Albo poddała się, albo też ja postanowiłem się poprawić (tego nie pamiętam), gdyż ostatecznie na III okres dostałem ocenę "4". Wpisała ją innym kolorem , jakby w zastanawiając się do ostatniej chwili, jak ma postąpić.

8 komentarzy:

  1. To samo dzieje sie ze swietami.....dzieci pytaja na ktora maja przyjechac na obiad,w odpowiedzi slysza ze to swieta religijne nie kulinarne.
    Potem dziwia sie wszyscy ze narod malo religijny,trzeba wpajac pewne zasady od dziecka(co z tego bedzie pozniej tez nie do konca wiadomo ale nasze sumienie przynajmniej czyste bedzie,(dobrze wypelniony obowiazek).
    Moim zdaniem zasady jakies trzeba w zyciu miec i sie ich trzymac,osobiscie jestem przeciwniczka sprowadzania komunii swietej do spelniania dzieciecych zachcianek i wyscigo rodzicielskiego ,....kto komu lepszy prezent.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, nie można się nie zgodzić.

      Pozdrowienia:)

      Usuń
  2. Wspomnienia masz wspaniałe. Byłeś takim chłopcem, jak moi koledzy w latach pięćdziesiątych. Też miałam religię w szkole, a chłopcy zachowywali się skandalicznie. Byłam grzeczną dziewczynką, zmieniłam środowisko, język i nie było mi łatwo. Przyjechaliśmy do Polski w ramach repatriacji z Grodzieńszczyzny.
    Do Komunii przygotowywano mnie w kościele. Chodziłam już do piątej klasy. Nie było prezentów i dużego przyjęcia, skromnie w każdej dziedzinie.
    Dziś królują drogie prezenty, to prawda, ale i ludzi stać na więcej. Ważne aby dziecko należycie je rozumiało.
    Podziwiam Twoje pamiątki, przechowałeś je nawet z uwagami nauczycielki religii. To cenne pamiątki. Ja mam ich mniej, ale każdą, która się zachowała cenię nade wszystko. Może dlatego piszę pamiętnik wnuczce, odkąd się urodziła i robię albumy zdjęciowe. Może za kilka lat przejmie po mnie tę pracę i będzie miała życiorys jak na dłoni.
    Najserdeczniej pozdrawiam, miłych wspomnień życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz bardzo ciekawe pochodzenie!!! I postanowienie piania pamiętnika wnuczce godne podziwu.
      Moja Mama też zaczęła pisać rodzaj pamiętnika poświęconego jej pierworodnemu wnukowi. Niestety, choroba nie pozwoliła jej systematycznie go prowadzić...
      Ja nigdy nie wytrwałem w postanowieniu pisania pamiętnika - jedynie wyrywkowe wspomnienia, reportaże i opowiadania . Te z mojej pracy na morzu zawarłem w książce "Mile morskie", a spory "kawałek" mnie można znaleźć w "Kacu" i w "Roku"

      Pozdrowienia:)))

      Usuń
  3. Wojtku. 1 maja była pogoda super ale już 3 maja zła. Ja źle tego nie wspominam. A na pochodzie byłem tylko raz z liceum. Na początku. Potem się zmyłem. Fajne były Wianki na Wiśle. Dlaczego teraz takiej imprezy nad Wisła nie ma? Wisła to martwa rzeka w porównaniu z Tamiza czy Sekwaną.
    Pozdrawiam żywy :)


    Piękne opowiadanie poparte dokumentami. Dokumenty to ja kocham. Mam też fotkę zbiorową z pierwszej Komunii. Na Żoliborzu. Ty przyjmowałeś Komunię a ja się rodziłem. Teraz Komunia to jest IMPREZA TOWARZYSKA. Tak jak wesele. Ubrania podobne. I atmosfera raczej daleka od religijności. Tak ja to widzę.
    Amen.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że żyjesz:)))

      Pozdrowienia VV

      Usuń
  4. Witaj :)
    Wspomnień czar, mimo wszystko ;)
    Pozdrawiam mile ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj M:)))

      Wspomnienia, wspomnienia... Dobrze, że pewne rzeczy ma się już poza sobą:)))

      Pozdrowionka:))

      Usuń