poniedziałek, 8 sierpnia 2016

A po co tam pojechaliśmy?

Otóż pojechaliśmy tam na ślub!!!

Odbył się na pięknej farmie, nieczynnej już od lat, ale zaadaptowanej na jedyny w swym rodzaju hotel, noszący teraz nazwę  "Tewin Bury Farm Hotel". Oferuje ona możliwość urządzania na swoim terenie ślubów i i innych towarzyskich imprez.

Nasza obecność na tym wydarzeniu wymagała dwóch dób pobytu na tej farmie.

Mieszkaliśmy w tym głównym budynku. (Okno na piętrze, po prawej stronie)
 
Na szczęście pogoda była piękna i sprzyjała Parze Młodej oraz oczywiście gościom, bo ślub odbył się w plenerze, w  ogrodzie na przeciwko tego budynku. Centralnym miejscem ceremonii była altana w głębi tego ogrodu.


Para Młoda.

A to ja w wyciągniętym z szafy i otrzepanym z naftaliny garniturze okazjonalnym:


Poniżej w stroju już nieformalnym: 



A tutaj ja i Panna Młoda w 1983 roku (ale ten czas leci!!!):


Po ceremonii ślubnej i standing party w plenerze, towarzystwo szalało całą noc na  weselu, w budynku po  dawnej stajni.


Tego dnia odbywały się jeszcze dwa wesela:

W tym hinduskie:


Zabytkowy Rolls Royce dla hinduskiej Młodej Pary.

I TO BY BYŁO NA TYLE... 



niedziela, 24 lipca 2016

Dawno mnie nie było

Dość długo nie wpisywałem nowych postów. Między innymi dlatego, że przedsięwzięliśmy (ale trudne słowo!!!) z MTŻ pierwszą od 13 lat podróż poza granice naszego ukochanego Kraju. I to nie jakimś samolotem, proszę Państwa (mam lekką awersję do latania po 23 latach spędzonych na pokładzie), ale samochodem!!! I to nie tuż za miedzę, ale aż do Wielkiej Brytanii.
Mieliśmy spore obawy co do tak dalekiej podróży. Zasiedzenie w domowych pieleszach, długa podróż, nie te lata... A percepcja? Czy taka sama? Może 72 lata na karku swoje zrobiły? Może zmęczenie  będzie większe? Sporo pytań...
Jednak w końcu odrzuciliśmy nękające nas obiekcje. Przecież nie była to nasza pierwsza tego rodzaju podróż - obyliśmy ich sporo za tzw. młodu, a i ruch lewostronny nie jest nam obcy, bo mamy poza sobą ponad 600 mil jazdy po tej dziwnej stronie.

Podróż podzieliliśmy na trzy etapy. Pierwszy do Rzepina (ok 400 km), gdzie nocleg w bardzo miłym hoteliku. Drugi do Brukseli (ok 870 km) i trzeci, przez Calais i Dover do miejsca przeznaczenia (ok 400 km).
Powrót ta sama trasą.

W Anglii spędziliśmy 2 tygodnie.

 Na promie z Calais do Dover

 Skały Dover
 

Oczekiwanie na prom w Dover w drodze powrotnej



 Dopływamy do Calais


sobota, 14 maja 2016

Jutro idę

Jutro idziemy na komunię syna mojego siostrzeńca.

Stanęliśmy przed dylematem, co mu z tej okazji podarować, bo przecież wg nowej mody coś trzeba. Po burzy mózgów nic nie wymyśliliśmy. Ruszyliśmy więc na spontaniczny przegląd sklepów w różnych centrach handlowych, lecz nic sensownego nie udało się znaleźć, no poza ew. świętym obrazkiem, krzyżykiem, zegarkiem w kształcie perkusji i efektowną parą figurek przedstawiających bliźniaczo do siebie podobnych diabła i aniołka. To ostatnie najbardziej mi się podobało, po w prosty sposób obrazowało stan delikwenta przed i po. Jednak  doszliśmy do wniosku, że chyba nie wypada...

Zrezygnowani i zmęczeni już mieliśmy udać się do domu, kiedy wpadłem na genialny pomysł - po co kupować coś, co na nic mu się nie przyda i o czym błyskawicznie zapomni.

Dajmy mu pewną sumę pieniędzy, ukrytą w okolicznościowym karnecie.

Z pewnością będzie wiedział, jak ją spożytkować.




niedziela, 1 maja 2016

Komunie

Maj, miesiąc pierwszych komunii. Wydarzenie nieco stresujące, bo zmuszające do przeglądu bardzo jeszcze młodego sumienia, w poszukiwaniu grzechów(?). 
Co za grzechy można popełnić w tym wieku?
W każdym razie, czy się je znalazło, czy też nie, należy je wyznać w tajemniczej atmosferze konfesjonału, przed obcym panem w sutannie, ze stułą na szyi, trzęsąc się ze strachu, co będzie, jeśli nie zostaną odpuszczone...
Ten stres wynagradzają potem okolicznościowe pamiątki i prezenty, niejednokrotnie bardzo drogie i w gruncie rzeczy nie bardzo potrzebne.

No tak, wracają wspomnienia. Rok 1953 i ja, już po wszystkim. (Szału prezentów wtedy jeszcze nie było).

Zdjęcie czarno białe i nieco już wyblakłe, ale jeszcze czytelne - młody człowiek, emanujący świętością:)))
 

środa, 6 kwietnia 2016

sobota, 2 kwietnia 2016

Na...

Na Komisję Wenecką,
Na pierwsze czy drugie dziecko.
Na to, że życie zbrzydło,
bo wyszło z worka szydło.
Na zmianę dobrą
w prokuraturze a`la Ziobro.
I w ogóle na dobrą zmianę.
Na to, kto wpadnie nad ranem.
Na ciężkie grona gniewu,
że ktoś był Te Wu.
Na to, że ciska człeka,
bo paraliż Te Ka
Na niecne pogłoski,
że winien Waszczykowski.
Na podkomisję Es,
która zbada, jak jest.
Na zamach, czy nie
na kogoś kto w limuzynie.
Na to, co zachwyca
w obliczu Macierewicza.
Na  biskupa Targowicę,
która mobilizuje zagranicę.
Na to, kogo pogrąży
przerywanie ciąży.
Na marsze KOD-u,
przez które tyle zachodu
 Na życie w tej epoce...
CO?
OWOCE!!!!

Owoce mogą być własnie  tak wyczekiwaną przez naród dobrą zmianą (diety oczywiście), bo nie tylko są smaczne i stanowią źródło witamin, pomagają zachować linię, regulują trawienie, ale i wyzwalają inwencję artystyczną. 

ZWŁASZCZA JEDZONE NA DRUGIE ŚNIADANIE.

Oto kilka przykładów, autorstwa MTŻ (większość) i mojego.

Twarz z irokezem, workami pod oczami i wystającymi górnymi kłami

Twarz z irokezem, brodawką na nosie i brodą

Twarz z wydatnymi, namiętnymi ustami.

Człowiek ze skakanką.

Twarz boksera po 12 rundzie.

Człowiek w kapeluszu.

Ja na spacerze.

SMACZNEGO!!!
(I mimo wszystko dobrego samopoczucia)




niedziela, 7 lutego 2016

Sporo czasu minęło

Sporo czasu minęło od  mojego ostatniego wpisu na blogu. Czas leci, wciskane w oszałamiającym tempie (głównie w nocy) zmiany. Człowiek się budzi rano i zastanawia się, jaka go czeka rzeczywistość. Trudno się połapać, skóra cierpnie. 
Dzisiaj też - Poranek piękny, niemal wiosenny, słoneczko wdrapuje się na nieboskłon, ptactwo niebieskie radośnie polatuje, temperatura powietrza idzie w górę - a tu:

RZECZYWISTOŚĆ ZNOWU SKRZECZY!!!!!

inwigilacja, inwigilacja - kra, kra, kra!!!!

Niby nic nowego dla tych, którzy tak jak ja, dorastali w komunie, kiedy państwo opiekuńcze wiedziało wszystko o wszystkich, na każdym kroku śledziło i podsłuchiwało i jakoś w końcu się żyło. Ale, cholera, człowiek przez te ostatnie 25 lat przyzwyczaił się do wolności. A jednak trudno znowu zdać sobie sprawę, że stare wraca...

Moje zahartowane w bojach z Władzą pokolenie zniesie wszystko, nawet ograniczenie, czy też zamknięcie strefy Shengen, ale nasza ukochana młodzież?

Nadzieja, nadzieja - wszystko płynie, jak powiedział niejaki pan Tarhej.

A teraz, na otarcie łez,  przypominam pierwszy tegoroczny śnieg w Warszawie. 


 Oto pierwszy śnieg w Warszawie,
no, może nie pierwszy, ale prawie.
Sypnęło wilgotnym puchem 
i nie zamieniło się w pluchę
tym razem.

Oblepiło drzewa i krzaki,
trotuary, trawniki, a nawet ptaki
i wszystko, co brudne i szare.
Nie za grubo, z umiarem.
Zimowy obrazek...