poniedziałek, 10 września 2012

Dzienniczek Ucznia - C.D.



Następna seria wpisów, dotyczy mojej krótkiej, ale burzliwej przynależności do harcerstwa. Skuszony fasonem i kolorem mundurów, oraz perspektywą gromadnych wypadów na biwaki, wstąpiłem do ZHP, nieświadom jego politycznego podtekstu oraz panujących w tej organizacji zwyczajów. Wkrótce, okazało się, że bycie harcerzem, to głównie nudne zbiórki, które odbywały się po zajęciach w klasie i prowadzone były przez nieopierzoną, niewiele starszą od nas druhnę. Do tego, każdy harcerz musiał codziennie nosić w szkole do zwykłego ubrania czerwoną chustę. Obowiązek ten był rygorystycznie egzekwowany przez wychowawców. Ja, wyłamujący sie notorycznie z wszelkiego rodzaju nakazów, oczywiście wkrótce popadłem z nimi w kolejny konflikt. Świadczy o tym uwaga, wpisana przez moją ukochana Wychowawczynię, w dniu 6/XII.54: "Mimo to, że w sobotę przeprowadziłam kontrolę harcerzy, którzy nie noszą chust, Wojtek dziś znów był bez chusty, którą obowiązany jest nosić codziennie do szkoły. Niekarny harcerz". Wydawało jej się, że tym ostatnim stwierdzeniem wzbudzi we mnie poczucie zawstydzenia i spowoduje duchową przemianę. Była w wielkim błędzie. Następna uwaga, z dn. 9/XII.54, tym razem autorstwa druhny, załamanej moim zachowaniem na zbiórkach, świadczyła wręcz o czymś innym: "Mimo że prosiłam o spokój, bo wpisywałam uwagę harcerce, syn się śmiał". Pamiętam, że wyraziłem wówczas swój energiczny protest, w wyniku którego, druhna uległa i czterema liniami na krzyż skreśliła tę uwagę. Następne dni przynależności do harcerstwa, przelały czarę goryczy. Wkroczyła wtedy czujnie do akcji moja Mama, która dnia.16/XII.54 napisała w dzienniczku: "Proszę o wypisanie Wojtka z harcerstwa. Z jakich powodów, wyjaśnię to osobiście".

Po tej historii, moje życie w szkole nie stało się łatwiejsze. Dn. 17/XII.54, musiałem samobiczująco napisać: "Spóźniłem się na lekcję gimnastyki", dn.18/XII.54: "Należę do tych, którzy nie dają prowadzić lekcji, zachowują się wrzaskliwie i niekarnie", dn. 20/I.55: "Rozmawiałem na lekcji, pomimo że pani przerwała lekcję", a dn. 17/II.55: "Spóźniłem się znacznie na lekcję".

Wkrótce, okazało się, że na domiar złego mam problemy światopoglądowe, co z kolei wpędziło w stres katechetkę. Lekcje religii odbywały sie wówczas w szkole, co było w dobie wojującego komunizmu, swego rodzaju ewenementem. Dn. 3/III.55, napisała: "Zeszytu nie ma! Wojtek rozmawia na religii. Nie uważa. Przeszkadza mi prowadzić lekcję". Dn. 16/III.55, kazała mi wpisać: "Zapomniałem zeszytu do religii". Dn. 26/III.55 opadły jej ręce: "Wojtek nie umie przykazań np. VI. Nie umie pieśni. Dostał 3. Nie mam czasu pytać po kilka razy. Mam tylko 2 godz. na tydzień. Chłopiec się b. opuścił w pracy".
 
Ciąg dalszy wkrótce

7 komentarzy:

  1. Bylam w ZHP,nieco pozniej,wnioskuje po braku obowiazku noszenia czerwonej chusty:),
    jesli chodzi o nude,to ta przetrwala ,tez jak wspominam mam"nudnosci";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kompletne rozczarowanie.
      Ale takie były czasy...

      Czuwaj!!!

      Usuń
  2. Ja należałem wyłącznie do Zuchów (czyli takiego przedszkola harcerskiego), gdzie pełniłem zaszczytną funkcję szóstkowego. Nie splamiłem się jednak współpracą z reżimową, paramilitarną organizacją młodzieżową jaką było regularne harcerstwo;) Mimo, że chusty nie były już czerwone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja sie splamiłem, ale na krótko. Splamiłem się też późniejszą przynależnością do ZMS.
      Nie bardzo interesowałem sie wówczas polityką. To, co rozgrywało się wtedy, uważałem za rzecz normalną. Październik 1956 - miałem wtedy 12 lat. Rok 1968, 70 - to już moja praca na morzu. Nie było mnie w kraju i właściwie nie wiedziałem, co sie w nim dzieje...

      Usuń
  3. Witaj
    Takie pamiątki, to istne skarby :) a uwagi- nic to :)
    Pozdrawiam z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozdrawiam, zakręcony wspomnieniowo:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wojtku!
    Dziękujemy z Otylią. Lepszej Koleżanki nigdy nie znajdę. Przewyższa o głowę wszystkich moich kolegów! :)
    Ja do CHP należałem w liceum. U nas to było bardziej turystycznie, rajdy, obozy harcerskie. Byłem na dwóch obozach. Na Kaszubach i Ziemi Lubuskiej. Miałem zielony sznur, czyli doszedłem do stopnia PRZYBOCZNEGO.
    I pamiętam jak w nocy otrzymałem KRZYŻ HARCERSKI!
    To było przeżycie!
    Miło to wspominam.
    Pozdrawiam serdecznie w imieniu też TurboOtylii:)

    OdpowiedzUsuń