niedziela, 24 lipca 2016

Dawno mnie nie było

Dość długo nie wpisywałem nowych postów. Między innymi dlatego, że przedsięwzięliśmy (ale trudne słowo!!!) z MTŻ pierwszą od 13 lat podróż poza granice naszego ukochanego Kraju. I to nie jakimś samolotem, proszę Państwa (mam lekką awersję do latania po 23 latach spędzonych na pokładzie), ale samochodem!!! I to nie tuż za miedzę, ale aż do Wielkiej Brytanii.
Mieliśmy spore obawy co do tak dalekiej podróży. Zasiedzenie w domowych pieleszach, długa podróż, nie te lata... A percepcja? Czy taka sama? Może 72 lata na karku swoje zrobiły? Może zmęczenie  będzie większe? Sporo pytań...
Jednak w końcu odrzuciliśmy nękające nas obiekcje. Przecież nie była to nasza pierwsza tego rodzaju podróż - obyliśmy ich sporo za tzw. młodu, a i ruch lewostronny nie jest nam obcy, bo mamy poza sobą ponad 600 mil jazdy po tej dziwnej stronie.

Podróż podzieliliśmy na trzy etapy. Pierwszy do Rzepina (ok 400 km), gdzie nocleg w bardzo miłym hoteliku. Drugi do Brukseli (ok 870 km) i trzeci, przez Calais i Dover do miejsca przeznaczenia (ok 400 km).
Powrót ta sama trasą.

W Anglii spędziliśmy 2 tygodnie.

 Na promie z Calais do Dover

 Skały Dover
 

Oczekiwanie na prom w Dover w drodze powrotnej



 Dopływamy do Calais


10 komentarzy:

  1. No, no, odważna wyprawa. Nie wiem czy odważyłabym się na to, najpewniej znalazłabym 100 wykrętów aby tego nie czynić. Gratuluję i podziwiam. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzuciliśmy się na głęboką wodę, ale jakoś poszło :))

      Usuń
  2. Fajnie, że wróciłeś. To czekamy na wrażenia z wyprawy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwoździem pobytu był ślub. O tym będzie krótki następny wpis.

      POzdrowienia:))

      Usuń
  3. Klik dobry:)
    Tylko pogratulować takiego przedsięzięcia. Ja już dawno wygodnie przesiadłam się na samoloty i busiki.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszło zupełnie nieźle, mimo kilku drobnych wpadek.

      Pozdrowionka

      Usuń
  4. Witaj Wojtku, co prawda mam kłopot z rozszyfrowaniem skrótu MTŻ ale cieszę się, że urlop mieliście udany. Szczerze mówiąc ja boję się latać(zrobiłam to raz w życiu, gdy musiałam skrócić urlop nad Bałtykiem i wrócić do Warszawy. Nie był to samolot rejsowy, tylko jakiś "kukuruźnik")i pływać statkiem, promem też się boję, więc żadna podróż właściwie nie jest dla mnie. Z tym większą przyjemnością czytuję od czasu do czasu relacje innych z ich wojaży. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MTŻ - Moja Towarzyszka Życia.

      A ja i w powietrzu i na wodzie, w sumie przez 40 lat:))) A teraz w zasadzie najchętniej w fotelu...

      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    2. Jeżeli fotel na tyle wygodny, że można MTŻ wziąć na kolana i się po przytulać, to ja na Twoim miejscu bym nie narzekała. Relację z wesela przeczytałam, zdjęcia obejrzałam i Ciebie w garniturze i w "cywilu" popodziwiałam. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Fotel wygodny i obszerny. MTŻ przytulna. Siedzę, tylko kolana nieco obciążone.

      Pozdrowionka:))

      Usuń