czwartek, 11 października 2012

Niemoc


Po parodniowej, jesiennej niemocy umysłowej (nawet ćwiczenia fizyczne jej nie zapobiegły), zaczynam odrabiać straty. Jeszcze w nocy męczył mnie sen, że jestem dżdżownicą, z trudem wydobywającą się na powierzchnię, i której było wszystko jedno gdzie i w jaki sposób załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Ale już nad ranem mój pęcherz zaalarmował mnie, że oczekuje decyzji, co ma robić. Przez moment pławiłem się w uspokajającej pewności, że mam na sobie pampers. Na szczęście, odradzające się szare komórki kazały mi sprawdzić, czy mam rację.
 
NIE MIAŁEM!
 
Nie było jeszcze za późno. Wyskoczyłem z łóżka i pognałem do łazienki, rzucając jednocześnie okiem na zegarek, którego wskazówki pogroziły mi, że już najwyższy czas iść do szkoły. Na domiar złego, podejrzanie przypominająca moją matkę żona krzyknęła za mną, że trzeba kupić chleb. Ubrałem się więc szybko, dziwiąc się trochę, że to, co zakładałem, wcale nie było na mnie za duże.

Czyżbym aż tak wyrósł?
 
 
Po drodze do piekarni mijałem szkołę i już miałem wejść na jej dziedziniec, kiedy mój szybki rozwój pozwolił mi zreflektować się, że skończyłem ją jakiś czas temu. W tym przekonaniu umocnili mnie dwaj chłopcy, którzy szli za mną, wcale nie uważając mnie za kolegę. Z zapałem rozmawiali o sportach walki i o sposobach ich praktycznego zastosowania. Na wszelki wypadek, przyspieszyłem kroku, snując dojrzałą refleksję, że za MOICH CZASÓW nasze zainteresowania biegły w całkiem innym kierunku.
 
W podstawówce, ja i moich dwóch przyjaciół, zrzeszeni w Tajnym Związku Trzech,  wybieraliśmy się w kosmos. Gazeta "Świat Młodych" kompletowała załogi kosmiczne do lotu na Marsa. Warunkiem było zaprojektowanie rakiety i zameldowanie do Bazy naszej gotowości. Rakieta nazywała się "Kometa" i wyglądała, jak poniżej:




Ja, ksywa "Pyszczek", byłem astropilotem i astrokonstruktorem, Andrzej, ksywa "Jancza", astrolekarzem i astronomem, a Rysiek, ksywa "Kikcio", astronawigatorem i astroprzyrodnikiem. Wysłaliśmy do Bazy następujący meldunek: "Halo Baza... Halo Baza... Tu mówi załoga Komety. Wraz z listem przesyłamy plan naszej rakiety. Nasza załoga nie jest jeszcze wciągnięta na listę Bazy. Podajemy skład załogi (i tu następowało wymienienie imion, nazwisk i funkcji). Pragniemy jechać na Marsa. Czy koniecznie trzeba przysłać fotografie? Czekamy na instrukcje".
 
Nie udało nam się wówczas polecieć. Akcja z jakichś powodów utknęła w martwym punkcie. Jednak przyjaźń pozostała. Do dzisiaj utrzymujemy ze sobą kontakt.
 




10 komentarzy:

  1. Witaj
    Wzruszająca historia i bezcenna fotka. Ale naj...jest przyjaźń :)
    Pozdrawiam mile :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, naj... jest przyjaźń, no i miłość. Ale w naszym przypadku to drugie nie było brane pod uwagę:)))

      Zachowało sie parę śladów z mojego dzieciństwa i wczesnej młodości (jakim cudem?). Ten rysunek "Komety", wykonany przeze mnie w pierwszej połowie ubiegłego wieku (ale to brzmi!!!), znalazłem w bardzo dobrym stanie w tekturowej teczce, min.z pamiętnikiem i dzienniczkiem ucznia.

      Pozdrowienia:)

      Usuń
  2. Rakieta wygląda nad wyraz profesjonalnie i szkoda, że nie polecieliście nią na Marsa ;-)))
    Poza tym bawiłam sie przednio czytając i jedyna poważna refleksja jaka przyszła mi do głowy to ta o wartości prawdziwych przyjaźni;-) Chociaż nieprawdziwych przyjaźni przecież nie ma, prawda?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Różnie to bywa (słyszałem o fałszywej przyjaźni)... Ale to wtedy nie przyjaźń.
      Ciekawe, że rzeczywiście nasza tak długa wspólna znajomość jest dla mnie, jak dotychczas, jedyna.

      Zastanawiam się, czy jeszcze raz nie spróbować tej kosmicznej wyprawy, ale niestety nie ma już gazety "Świat Młodych"...

      Pozdrawiam przyjaźnie:)))

      Usuń
  3. Na rakietach się nie wyznaję, ale pierwsza część postu przyprawiła mnie o łzy i od miesiąca były to pierwsze łzy ze śmiechu a nie z rozpaczy. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozjaśniłem Twoją twarz...

      Usuń
  4. Witam. Dzięki za komentarz. I dobrze się stało, gdyż przeczytałam Twój świetny wpis, który zgrabnie nawiązuje do szkolnych przeżyć i wspomnień. Pozdro?

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny wpis :) Mile wspomnienia :)

    Z dala myślałam , że ten rysuneczek to jakiś szkic Leonarda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobny, ale niestety wykonany prawą ręką. No i tekst nie jest "lustrzany":)))

      Pozdrowienia

      Usuń