piątek, 12 kwietnia 2013

Pierwsza wiosenna.

- Zobacz - zawołała Moja Towarzyszka Życia (MTŻ). - Przyleciała mucha do ciebie!
Wyskoczyłem z łazienki i co sił w nogach pognałem do do Dużego Pokoju, bowiem denerwuje mnie wszystko, co śmie latać w naszym mieszkaniu.
- Gdzie? - spytałem zdyszany, mocując opadający z bioder ręcznik.
- Tutaj, na oknie. Widzisz?
Wytężyłem wzrok.
- Nic nie widzę.
- Przed chwilą siedziała na szybie.
- Duża? - spytałem z nadzieją.
- Wielka.
- Skąd ona się wzięła?
- Nie wiem. Może wleciała z zewnątrz.
- To niemożliwe. Przecież uważam przy każdym wietrzeniu.
- Widocznie słabo uważasz. Jakoś udało jej się wcisnąć - zauważyła MTŻ z przyganą.
 
Tymczasem mucha wyjrzała spod liścia pelargonii i lekkomyślnie oceniwszy sytuację jako bezpieczną powędrowała na framugę. Była rzeczywiście duża, ale jakaś taka niemrawa. Poruszała się powoli a używanie skrzydeł sprawiało jej sporą trudność.
 
- Zobacz - powiedziałem. - Jeszcze otumaniona wiosną. Wszystko wskazuje na to, że  przezimowała w naszym mieszkaniu.
- Będzie ci łatwiej ją zabić - zauważyła MTŻ.
- Aha - mruknąłem i przybliżyłem do muchy Specjalną Rakietkę Do Zabijania Owadów Impulsem Elektrycznym (SRDZOIE). Już miałem nacisnąć śmiercionośny przycisk, kiedy ofiara odwróciła się gwałtownie i spojrzała mi prosto w twarz. W jej oczach, nieco zaszklonych łzami, nie widać było ani strachu, ani błagania o litość, ale determinację i gotowość rozstania się z życiem.
- Śmiało, byle to trwało jak najkrócej - szepnęła. - No, zrób to, skoro musisz!
 
Serce zadrgało mi współczuciem.  Nie po to biedne stworzenie przetrwało całą zimę, aby teraz ginąć. Nie, nie zrobię tego! To byłoby nieludzkie i nieowadzie. Nadchodzi wiosna, niech sobie jeszcze polata na wolności, zanim ktoś inny wykona wyrok. 
Uchyliłem okno i delikatnie podmuchując wyprosiłem muchę na zewnątrz. 
"Zrobiłem dobry uczynek", pomyślałem z błogą satysfakcją, po czym bezlitośnie poraziłem prądem żywnościowego mola, który temu wszystkiemu bezczelnie się przyglądał.
 
 
SRDZOIE

17 komentarzy:

  1. Pajaki wynosze z domu nie zabijam,wszystkie inne glizdy tez moga zyc w moim ogrodzie,ale muche tak,nie lubie tych upierdliwych owadow:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Upierdliwe i odrażające. A do tego bzyczą, siadają na byle czym i nie myją się.

      Z muszym pozdrowieniem:)))

      P.S. Poprzedni mój komentarz "muszałem" usunąć z powodu muchy, która siadając na klawiaturze narobiła masę błędów drukarskich. Oszczędziłem ją.

      Usuń
  2. Piękne opowiadanie.
    Kiedyś mój znajomy gonił z łapką na muchy. Ale jak mnie widział to ją chował.
    I kiedyś zła powiedziałam mu, żeby zamienił się miejscem właśnie z tą muchą. A ja będę nim i biłam go łapką. Pomogło, od tamtej pory kolega tylko ratuje muchy i inne zwierzaki. Wypuszcza przez okno.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś moja znajoma goniła mnie z łapką króliczą. To było po tym, jak przyniosłem do domu króliczą tuszkę (obdartą ze skóry). Od tego czasu należę do Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami:)))

      Usuń
  3. Wiosna działa cuda:)) Ogłośmy zatem ten dzień - Dniem dobroci dla much:)))
    A ja widziałam dzisiaj, pierwszą tej wiosny biedronkę (żywą).
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurrra!!! 12 kwietnia - Dzień Dobroci Dla Much!!! Oby się tylko o tym nie dowiedziały...

      Pozdrowienia:)))

      Usuń
    2. Ja im nie powiem, jak Ty nie powiesz, mamy szansę zachować tajemnicę. Chyba, że ktoś trzeci....:))
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Wojtku. Ja poamiętam jak my na wsi u dziadków polowaliśmy na muchy i liczyliśmy ile kto złapał w rękę!
    No i do dziś są lepy na muchy. I tam muchy giną śmiercią męczeńską.....
    I kiedyś muchy łapaliśmy dla naszego szpaka Gacka. Bo mieliśmy szpaka w domu.
    A gdzie ten wpis o Smoleńsku u Ciebie?
    Pozdrawiam i pytam
    Vojtek przez fał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak. Ja też pamiętam lepy na muchy. Wychowałem się wśród nich, bo moja Mama miała zwyczaj wieszania ich na żyrandolach w każdym pokoju no i w kuchni. A much była masa, bo mieszkanie wychodziło na południe.

      Pozrowienia VVojtek

      Usuń
  5. Ojojojo! Cóż to Wojtku za sprzęt wymyślny masz do zabijania?! Ja tam na okna moskitiery pozakładałam i mam luz, a jak coś przez drzwi balkonowe wleci, to i tamtędy z powrotem wyleci. Nie zabijam - wyganiam. Niech sobie żyje :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram sie nie zabijać tylko nim wyganiać (wyjątek - komary i wszelkiego rodzaju mole)

      Usuń
    2. Komary gorsze są od much, a namolne takie, że szkoda gadać, więc stąd te moskitiery - nie lubię,jak mnie coś podżera :)))

      Usuń
  6. Witaj
    I ja wypuszczam, co żywe stworzenie :)
    Pozdrawiam wiosennie dobroduszny Wojtku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakoś porobiło mi sie z wiekiem, że serce gołębie mam:)))

      Tes serdecznie pozdrawiam:)

      Usuń
  7. No to masz o jeden dobry uczynek więcej na swym koncie, oraz zapewne wdzięczny Tobie jest ten, kto teraz "Twoją" muchę u siebie gości ;-) Ze wstydem przyznaję, że ja litości nie mam, dla much zwłaszcza!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się na wodzy i nie zabijam. Chociaż czasem chciałoby się...

      Pozdrowionka.

      Usuń