niedziela, 27 maja 2012

Vita sine...

Cóż robić w tak zwany łykend? 
Hmm... w Drugi Dzień Jego stanęliśmy z Małżonką przed poważnym dylematem:
albo:

zrobić pranie

albo:

zjeść owoce
albo
 oglądać telewizję
albo

wydać przyjęcie 

Po burzliwej dyskusji zrealizowaliśmy trzy pierwsze pozycje, czwartą odkładając na później, gdyż nagle zachciało się nam posmakować lodów. Wsiedliśmy do naszego "bolidu", by udać się po nie do najbliższego Centrum Handlowego. Po drodze zatankowaliśmy paliwo po śmiesznie niskiej cenie 5,68 za litr, po czym fasonem wyhamowaliśmy przed zamkniętym na głucho wjazdem na parking.
Spojrzeliśmy po sobie. Co się stało? Czyżby strajk jakiś albo inna akcja protestacyjna? A może święto, o którym nie mamy pojęcia?
Wróciliśmy jak niepyszni, kupując lody w osiedlowym sklepiku, który dogorywał z powodu bezwzględnej konkurencji pobliskiego "Expressu" wielkiej sieci handlowej, i natychmiast rzuciliśmy się do komputera. Tylko ON może nas oświecić, skarbnica wszelkiej wiedzy!!!   
Nie zawiedliśmy się. Google poinformowały nas z niemym wyrzutem, że oto dzisiaj są Zielone Świątki, jedno z najważniejszych świąt kościelnych - Święto Zesłania Ducha Świętego. Jeden z 13 dni w roku, w którym supermarkety i centra handlowe są zamknięte!!!
Zawstydziliśmy się, przyrzekając na przyszłość poprawę, ale jednocześnie czerpiąc satysfakcję z udanego Pierwszego Dnia Łykendu, bowiem:
Udaliśmy się na Kiermasz Żywności Ekologicznej i Produktów Regionalnych, zorganizowany na terenie szacownej SGGW.
wmieszaliśmy się w tłum
podziwiając kuglarzy
i górali w atrakcyjnych pozach
kupiliśmy ekologiczny chleb
kozie sery
parówki jedyneczki
skorzystaliśmy z rusztu (w głębi)
Po czym postanowiliśmy trochę odpocząć na ławeczce przed okazałym Gmachem VII, mieszczącym Wydział Nauk Ekonomicznych.
U góry, nad frontonem, widniała wykuta wielkimi literami sentencja:

VITA SINE LITTERIS MORS EST

Zadumałem się wielce, odgrzebując w pamięci nabieraną przez cztery lata wiedzę o języku  łacińskim... Czyżby znaczyło to: 
ŻYCIE BEZ NAUKI JEST ŚMIERCIĄ?

Nie, chyba nie... to zbyt proste. Z pewnością przebiegli starożytni ukryli w tej sentencji jakąś inną życiową mądrość. I tu nagle puknąłem się w czoło. Już wiem:

ŻYCIE BEZ LITRA JEST ŚMIERCIĄ!!!

Kupiłem więc ekologiczną "miodówkę" z Warmii i Mazur (patrz: niebieski plakat na pawilonie)


 I teraz sączę ją, rozmyślając: "vita sine..." 

6 komentarzy:

  1. ja ciagle w nastroju urlopowym :-) jak najbardziej plan dnia mi sie podobal, dobrze, ze sklepik uratowal chec na loda - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sklepik uratował nas, a my w pewnym sensie sklepik...

      Pozdrowienia

      Usuń
  2. Witaj
    Ha, ha, ha- poczęstuj choć kropelką:)
    Pozdrawiam na dobry tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tak można było przesłać mailem...
      Także pozdrawiam:)

      Usuń
  3. A przed nami drugi długi koniec tygodnia. I co teraz? Z jedną buteleczką tego nie rozbieriosz!
    PS A gdzie Cię uczyli tak pożytecznej łaciny? :)
    Pozdrawiam serdecznie szalonego łykendowicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam na moim blogu!!!

      Fakt, przed nami długi i pełen emocji "łykend". Parę łyków nie wystarczy. Trzeba się odpowiednio zabezpieczyć, zwłaszcza na ósmego, bo z suchą gęba nie da rady dopingować naszych Orłów.

      A łacinę wkuwałem w ogólniaku, bo rodzice moi mieli nadzieję, że bedę lekarzem. Niestety - zawiedli się.

      Pozdrowienia!!!

      Usuń