Wiosna, wiosna radosna!!!
Dla kogo radosna, dla tego radosna. Niby nareszcie wszystko w porządku przebiega w przyrodzie. Gwar ptasi, kasztanowce się puszczają, temperatura rośnie, ogrzewanie nareszcie wyłączone i grosza przez to można trochę zaoszczędzić, słoneczko przeziera...
No właśnie, przeziera a raczej przedziera się z trudem do mieszkania, pokonując zapuszczone jesienią i zimą okna. Niemyte przez parę miesięcy szyby noszą na sobie nie tylko brudne zacieki ale i ptasie kupy, rzucane podczas beztroskich przelotów z bliska w momencie fantazyjnego nalotu i szybkiego zakrętu tuż przy tafli. Zwłaszcza rybitwy w tym celują. Sa doprawdy niezastąpione. Zazdroszczę im. Sam chciałbym to robić po obfitym najedzeniu się i połknięciu łychy Lactulosum.
I podziwiałbym te rybitwy w radosnym uniesieniu i zachwycie, gdyby nie to, że za cel obrały sobie właśnie nasze okna. Nazbierało się trochę tych śladów i powinienem był sukcesywnie je usuwać, ale wiadomo, jak nie mróz, to deszcz i nie chciało mi się okien otwierać. Odkładałem tę czynność na potem (chyba właśnie na wiosnę), stosując jednocześnie tzw. racjonalizację uczuć, w wyniku której nie tylko te ptasie odchody przestały mi przeszkadzać, ale i w pewnym sensie zaczęły mi się podobać - taki naturalistyczny, artystyczny wzorek.
Niestety, wiosna nieubłaganie nadeszła. Zmobilizowała nas dwoje do roboty i pewnego ciepłego dnia zakasaliśmy rękawy (na szczęście rybitwy, cierpiące na wieczne rozwolnienie, zniknęły już taktownie). Niestety, okien ci u nas dostatek, więc to wchodzenie na stołek i schodzenie, szorowanie, ścieranie, zmywanie, wycieranie rozłożyć trzeba było na kilka dni. A i tak wieczorami, padnięci wciskaliśmy się w fotele, ledwo mając siłę przyciskać pilota.
Odnotowuję to, urobiony po pachy, ciesząc się, że w łykend pracować nie wypada, więc dwa dni sobie odpocznę, zanim w poniedziałek, rzutem na taśmę, ostatnie okno zostanie wypucowane. Wypełzam tylko od czasu do czasu na balkon, podziwiając wykonaną już robotę i odbijający się w czyściutkich szybach świat.
Widzę, że wiosenne porządki idą :D u mnie też. Okna już wypucowałam :D
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
No tak, wiosna to nie tylko radość, ale i robota!!!
UsuńPozdrawiam wiosennie:))
Witaj
OdpowiedzUsuńCieszmy się wiosną, każdą chwilką, bo czas ucieka, a my zatracamy często, to co ważne, ale ulotne.
Pozdrawiam najserdeczniej :)
Czas leci jak oszalały... Ale nie przejmujmy się. Cieszmy sie tym, co najlepsze:))
UsuńPozdrowionka:)))
Wojtku,urobiles sie po pachy a ja usmialam sie po pachy ,czytajac wyobrazilam sobie Ciebie lecacego po obfitym obiedzie i celujacego:))))po Lactulosum:)))))
OdpowiedzUsuńU nas wiosna juz dawno sie obudzila a z nia wszystkie stworzenia duze i male,dzisiaj wsadzilam do ziemi juz czwarty raz ta sama cebulke:))Ciagle jakis animals dowcipny mi ja wykopuje:)
Takie są te animalsy. Łażą wszędzie i ryją, a co cebulka, to wróg:))
UsuńPozdrowienia:)