Jak już wspomniałem, od początku roku prowadzę Dziennik. Kończę już zapełniać wpisami drugi zeszyt formatu A4, 80 kartek (160 stron).
Oto fragment wpisu, dotyczącego moich niedawnych urodzin.
7 lipca - niedziela.
Urodziłem się!. Czuję się jak noworodek , ale jednocześnie mam wrażenie, że żyję już na tym padole dość długo. Przyszedłem na świat krótko po północy, a już o godzinie drugiej nad ranem, kiedy zachciało mi się siusiu, byłem w stanie samodzielnie, choć podpierając się ścian, pójść do łazienki!
Rano, o 5.30, obudziłem się z płaczem, odczuwając głód. Obok mnie leżała kobieta. Przez krótką chwilę zastanawiałem się, czy to moja mama i czy w związku z tym mam prawo przyssać się do jej piersi. Nawet spróbowałem, doszedłem jednak do wniosku, że nie jest moją matką, bo nie zareagowała, tak jak mama. A więc najprawdopodobniej to pielęgniarka ze szpitala położniczego.
Uspokoiło mnie to na tyle, że jeszcze zdrzemnąłem się trochę. Jednak głód stał się na tyle dotkliwy, że wstałem, poszedłem do kuchni i sprawnie przygotowałem śniadanie, nie wiedzieć czemu dla dwóch osób. Po 2 jajka na miękko, opiekany chleb i tosty, cztery rodzaje serów, jeden kubek gorącej wody, a w drugim zaparzyłem "szczura", zawierającego mix przeciwcholesterolowy.
Do kuchni weszła kobieta, która leżała obok mnie. Ucałowała mnie, nazywając noworodkiem i składając życzenia z okazji urodzin. I w tym momencie rozpoznałem w niej moją żonę.
- Jestem noworodkiem, ale genialnym. Rozwijam się w ekspresowym tempie - stwierdziłem, rzucając okiem na wiszące w przedpokoju, na przeciw wejścia do kuchni lustro. - No, chyba trochę za szybko - dodałem, widząc odbicie faceta z siwą brodą.
Maksymalną sprawność osiągnąłem w ciągu paru następnych godzin. Doceniła to moja siostra, dając mnie i Izie oryginalny prezent urodzinowy - voucher na romantyczny wieczór czekoladowy u Wedla.
Natomiast od Izy dostałem pierwszego w życiu smartfona, z którym przez jakiś czas będę się użerał, aby go przyswoić. Nie będzie to łatwe w moim "zaawansowanym" wieku. Izą, widząc moją ambiwalentną reakcję, nieco się zasmuciła. Dała mi jednak do zrozumienia, że wierzy w moją inteligencję.
Sporą część dnia spędziłem, dyżurując przy telefonie. Cieszę się, że parę osób jeszcze o mnie pamięta, mimo że u nas w zasadzie nie celebruje się dnia urodzin.
W każdym razie, żyję i żyć zamierzam jeszcze 45 lat.
Uspokoiło mnie to na tyle, że jeszcze zdrzemnąłem się trochę. Jednak głód stał się na tyle dotkliwy, że wstałem, poszedłem do kuchni i sprawnie przygotowałem śniadanie, nie wiedzieć czemu dla dwóch osób. Po 2 jajka na miękko, opiekany chleb i tosty, cztery rodzaje serów, jeden kubek gorącej wody, a w drugim zaparzyłem "szczura", zawierającego mix przeciwcholesterolowy.
Do kuchni weszła kobieta, która leżała obok mnie. Ucałowała mnie, nazywając noworodkiem i składając życzenia z okazji urodzin. I w tym momencie rozpoznałem w niej moją żonę.
- Jestem noworodkiem, ale genialnym. Rozwijam się w ekspresowym tempie - stwierdziłem, rzucając okiem na wiszące w przedpokoju, na przeciw wejścia do kuchni lustro. - No, chyba trochę za szybko - dodałem, widząc odbicie faceta z siwą brodą.
Maksymalną sprawność osiągnąłem w ciągu paru następnych godzin. Doceniła to moja siostra, dając mnie i Izie oryginalny prezent urodzinowy - voucher na romantyczny wieczór czekoladowy u Wedla.
Natomiast od Izy dostałem pierwszego w życiu smartfona, z którym przez jakiś czas będę się użerał, aby go przyswoić. Nie będzie to łatwe w moim "zaawansowanym" wieku. Izą, widząc moją ambiwalentną reakcję, nieco się zasmuciła. Dała mi jednak do zrozumienia, że wierzy w moją inteligencję.
Sporą część dnia spędziłem, dyżurując przy telefonie. Cieszę się, że parę osób jeszcze o mnie pamięta, mimo że u nas w zasadzie nie celebruje się dnia urodzin.
W każdym razie, żyję i żyć zamierzam jeszcze 45 lat.
DRŻYJ ZUS-ie!!!!