niedziela, 8 kwietnia 2012

Jasna strona Wielkanocy

Przygotowania smakołyków do Świąt.

Oto dokumentacja z przygotowywania pasztetu (ze znacznym wkładem pracy Autora):














A oto dokumentacja z przygotowywania sernika:












 WESOŁYCH ŚWIĄT !


sobota, 7 kwietnia 2012

Złożenie do grobu

Roman Brandstaetter, kontynuując opis ukrzyżowania (oparty na historycznych przekazach sposobu wykonywania tych egzekucji), pisał:

"Dalsza praca szybko i sprawnie postępowała naprzód. Wysoki Trak powrozem zwisającym z lewej dłoni Jezusa przywiązał Go do pala, od piersi po stopy, unieruchomiając w ten sposób tułów i nogi, lewą nogę zgiął nieco w kolanie, wskutek czego łatwo umieścił stopę na stopie. (...). Ruchem głowy wskazał żołnierzom leżący na ziemi gwóźdź i młot. Gładko ociosaną deseczkę przyłożył do Jezusowych stóp, szczelnie przylegających do siebie. Jeden z żołnierzy przytrzymywał gwóźdź, a drugi bił w głowicę silnymi uderzeniami młota. Ostrze przebiło listwę, lewą stopę, potem prawą i utknęło głęboko w drzewie krzyża. (...) Fenicjanin przeciął powrozy opasujące ramina, tułów i nogi. Jezus zawisł na gwoździach. Pozostał na łasce napiętych do ostateczności mięśni i ścięgien".

Co wydarzyło się potem, wiemy wszyscy. Po śmierci Jezusa słudzy Josefa i Nikodema zdjęli Go z krzyża. Złożyli na ziemi. Siedzaca u stóp krzyża Maria (Miriam) przytuliła Go, zamknęła Mu powieki. Jednak czas naglił. Wkrótce miała wzejść wieczorna gwiazda, a wraz z nią poczatek święta. Słudzy podnieśli ciało i za nieśli je do grobowca. Ułożyli we wnętrzu i złożyli na kamiennej ławie. Potem zatoczono przed wejście olbrzymi głaz, zamykając grób.

Co się stało z pozostałymi dwoma skazańcami? Czy Jezus rzeczywiście umarł na krzyżu?

Barbara Thiering, teolog, znawczyni Biblii, na podstawie dwudziestoletnich badań zwojów znad Morza Martwego, doszła do zaskakujących i kontrowersyjnych wniosków, które zawarła w swojej książce pt. "Jezus mężczyzną". 

O tym wspomnę w kolejnym wpisie.

piątek, 6 kwietnia 2012

Ukrzyżowanie

Ukrzyżowanie - szczególnie okrutny rodzaj egzekucji. Skazańców wieszano przywiązując ich do belek krzyża tak, że krew krążyła wolniej. Prowadziło to do uszkodzenia organów wewnętrznych. Napięte do granic wytrzymałości mięśnie klatki piersiowej utrudniały oddychanie. Skazańcy męczyli się całymi dniami, a nawet tygodniami. Sposób ten wybierano celowo, aby spowolnić agonię.
W szczególnych przypadkach oprawcy decydowali się skrócić męki przez połamanie goleni. Ciało traciło wtedy złudne podparcie, zwisało bezwładnie na rękach i ukrzyżowany ulegał szybkiemu uduszeniu. Niektórym podawano truciznę.

To właśnie Jezusowi, gdy miał już zawisnąć na krzyżu, podano wino zmieszane z trucizną. Jezus jednak odmówił. Lecz o trzeciej po południu, po sześciu godzinach na krzyżu, zawołał w agonii: "Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?" Wtedy przyniesiono mu napój, "ocet" - wino z dodatkiem trucizny, które Mu proponowano na początku. Tym razem wypił ją. Chwilę potem stracił przytomność. Opadła Mu głowa i oddał ducha. Pozostałym skazańcom połamano golenie.
Zdecydowano się na to, gdyż o trzeciej po południu, w dniu ukrzyżowania, rozpoczynał się szabat. Żydzi nie mogli już o tej porze odbywać podróży na odległość większą od tysiąca łokci. Jednak do godziny szóstej można było dżwigać ciężary. Tetrarcha Antypas, który dobrze znał reguły obowiązujące w szabat, poprosił Piłata, któremu zależało na powrocie do Jerozolimy, aby oddał ukrzyżowanych już według prawa rzymskiego skazańców w ręce Żydów, pod prawo żydowskie, które zabraniało pozostawiania ich na noc na krzyżu. Antypas poprosił, aby połamano golenie dwóm skazańcom, którzy jeszcze żyli, aby można było pochować ich w pobliskiej grocie i zostawić tam na pastwę śmierci. Jezus, którego uznano już za martwego, uniknął tego okrutnego zabiegu.

Skazani na ukrzyżowanie, nie nieśli na miejsce kaźni całego krzyża, a tylko jego poprzeczną belkę (patibulum). Pionowy pal czekał już wkopany na miejscu  Wspomina o tym Roman Brandstaetter w przejmującym opisie ukrzyżowania, jaki zamieścił w swej książce pt "Jezus z Nazarethu":
"Kazali Mu się  położyć na ziemi. Leżącemu szeroko rozkrzyżowali ramiona i położyli pod nie patibulum, poprzeczna belkę krzyża. Fenicjanin skoczył, koniec belki i rozpłaszczoną na niej prawą dłoń z garstką zwróconą na zewnątrz ściągnął powrozem, i całe ramię szczelnie przywiązał do drzewca. To samo uczynił z lewą ręką Jezusa, a resztę powroza, potrzebnego dla późniejszych czynności, pozostawił luźno wiszącą. Teraz sięgnął po drugi powróz, umieścił go pod pachami Jezusa i zawiązał od tyłu w ruchomą pętlę. Podał żołnierzom młoty i gwoździe. Rozległy się głuche, tepe uderzenia.(...)
Centurion krzyknął: - Na środkowy krzyż!
Dwaj żołnierze dźwignęli z ziemi patibulum wraz z Jezusem. Przypominali rzeźników wlokących za rogi baranka przeznaczonego na ubój. Fenicjanin  chwycił koniec pętli umieszczonej pod pachami Jezusa i zgrabnie, z niezwykłą szybkością, wdrapał się po drabinie na środkowy pal. Znalazłszy się na jego szczycie, wsunął powróz w gładko wyżłobione łożysko i począł powoli i ostrożnie wciągać w góre belkę z przybitą do niej Ofiarą, podczas gdy dwaj żołnierze podtrzymywali rękami bezwładnie zwisające ciało. Gdy Jezus zawisnął na przewidzianej wysokości, Fenicjanin silnym pchnięciem wklinował poprzeczną belkę w głębokie wycięcie w słupie, ściśle dopasowane  do jej grubości, i wysunął powróz spod pach Skazańca. Pal i poprzeczna belka utworzyły kształt krzyża."


czwartek, 5 kwietnia 2012

Triduum Paschalne

Wielki Czwartek to piąty dzień Wielkiego Tygodnia. Dzień Ostatniej Wieczerzy, podczas której Jezus zapowiedział zdradę Judasza, przepowiedział zaparcie się Świętego Piotra, a także ustanowił sakrament Eucharystii i Kapłaństwa. Po wieczerzy udał się razem z uczniami do Getsmani, gdzie został pojmany przez wysłanników Sanhedrynu.

Wielki Czwartek  rozpoczyna się Mszą Krzyżma Świętego, podczas której święci się oleje przenaczone do namaszczeń podczas bierzmowania, chrztu i sakramentu kapłaństwa. Kończy się Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczynającą Triduum Paschalne. Podczas tej Mszy, odbywa się obrzęd obmycia nóg dwunastu osobom (na pamiątkę obmycia nóg uczniów przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy). Po Eucharystii następuje przeniesienie najświętszego Sakramentu do kaplicy adoracji i  zakrywa się krzyże.

W obyczajach staropolskich okres od Wielkiego Czwartku do Wielkiej Soboty charakteryzował się tym, że milczały dzwony kościelne. Zamiast nich używano drewnianych kołatek.

Z. Kuchowicz odnotowuje:
"Zarówno po wsiach jak i w miastach hultaje biegali w tym czasie po ulicach z grzechotkami, czyniąc przeraźliwy hałas. To bieganie z grzechotkami symbolizować miało również przepędzenie Judasza.
W Wielki Piątek rodzice, czasem również mistrzowie, uderzali dzieci i czeladników rózgami, mówiąc przy tym: któryś cierpiał za nas rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. W Wielką Sobotę zaś całymi rodzinami odwiedzano groby Chrystusowe w kościołach."

Podczas tych ostatnich dwóch dni postu płatano najróżniejsze figle. Na przykład wieszano na drzewie śledzia, karząc go w ten sposób za to, że, jak wspomina Kitowicz, "przez sześć niedziel panował nad mięsem, morząc żołądki ludzkie słabym posiłkiem swoim".  Urzadzano także "pogrzeb" postnemu żurowi, który podczas wielkiego postu jedzono prawie codziennie. Kuchowicz pisze: " Czeladź bawiła się doskonale, jesli znalazła osobę, na którą mogła "przypadkowo" wylać cały garnek żuru". 



środa, 4 kwietnia 2012

Wielka Środa

W tym dniu obchodzimy wspomnienie sprzedania Jezusa Chrystusa przez Judasza za 30 srebrników. Msze odprawiane sa normalnie, a po ostatniej w tym dniu usuwa się z naczyń święconą wodę. Apostołowie prygotowywali sie do święta Paschy.
A jakie zwyczaje łączyły się z tym dniem?

Z. Kuchowicz pisze:
"W Wielką Środę, po odprawieniu jutrzni, księża na pamiątkę męki Chrystusowej uderzali o ławki trzymanymi w ręku brewiarzami. Często jednak wyręczali ich swawolni chłopcy, którzy wpadali do kościoła z kijami i walili nimi o ławki z całej mocy, czyniąc grzmot po kościele największy. Na ów tumult wypadała służba kościelna z batami i próbowała wyrzucić ich z kościoła. (...)
Wyrzuceni swawolnicy robili wielką, wypchaną słomą kukłę, która miała wyobrażać Judasza i wkładali jej do kieszeni trzydzieści kawałków tłuczonego szkła (symbolizujacych trzydzieści srebrników), wznosili ją następnie na wieżę kościelną i z wrzaskiem zrzucali pod nogi oczekujących z kijami kompanów. Ci chwytali kukłę i włócząc po ulicach krzyczeli co sił w gardłach: "Judasz! Judasz!", okładając ją kijami. Kukłę bito dopóty, dopóki jej ze szczętem nie zepsuto, resztki zaś palono lub wrzucano do stawu lub rzeki. Czasem zamiast kukły zrzucano z chóru czarnego kota."

Komoniecki pisze, że w Żywcu "w Wielką zaś Środę po ciemnej jutrzni kocura żywego w garncu obsutego popiołem z dziury kościelnego sklepienia na kościół zrzucano". 
Biedny kot miał symbolizować Judasza.

Niestety, zwyczajowi temu towarzyszyły czasem pogromy Żydów. I znowu sięgnijmy do Komonieckiego:
"Jeżeli Żyd jakowy niewiadomy tej ceremonii nawinął się im - porzuciwszy zmyślonego Judasza - prawdziwego Judę tak długo i szczerze kijami obkładali, póki się do jakiego domu nie salwował". 

 Hmm... dziwne to były obyczaje staropolskie...

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Prima!!!

Tak się złożyło, że tegoroczna Niedziela Palmowa wypadła w Prima Aprilis!!!
Nie oznacza to oczywiście, że jej tak naprawdę nie było i że to kawał primaaprilisowy. W każdym razie żadnego sprostowania w mediach na ten temat nie zamieszczono.
Sam Prima Aprilis był jednak faktem i faktem też były związane z tym dniem żarty (min. film o latających pingwinach).
Zabawy towarzyszące temu wyjątkowemu dniu znane są już od dawna. Wspomina o tym Zbigniew Kuchowicz w swej książce "Obyczaje staropolskie", posiłkując się min. informacjami dostępnymi w materiałach znanego badacza dziejów obyczajów polskich, Kitowicza.
Otóż, zwyczaj "prima aprilis" dotarł do nas z Zachodu, prawdopodobnie wraz z niemieckimi kolonistami. Nie zdobył sobie większej popularności wśród chłopów, natomiast rozpowszechnił się w miastach i wśród XVII - XVIII -wiecznej szlachty. Na całym terytorium ówczesnej Rzeczypospolitej urządzano sobie rozmaite krotochwile, zwodzono się wzajemnie, przesyłano pozmyślane listy, nowiny i dziwne prezenty. Im pomysł był ciekawszy i wymyślniejszy, tym zdobywał większe uznanie a nawet stanowił o poziomie inteligencji i ogłady towarzyskiej.
Z. Kuchowicz pisze:
"Wydawano nawet ulotne druczki, zawierajace aprilisowe koncepty. Przygotowywano je czasami bardzo starannie, tak iż potrafiły wywołać niemało zamieszania (...) Dowcipy te szczególną popularnością cieszyły się wśród kobiet. Poeta Korczyński we fraszce "Prima aprilis" wspomina, jak to pewna dama przesłała kawalerowi opieczętowane pudełeczko, w którym znajdowała się... żywa pchła! Bynajmniej nie skofundowany odbiorca zrewanżował się dwiema skorupkami jaj, w które zręcznie zasklepiono żywe ptaszki, oraz listem z komplementami, po których prosił panią:
[...] o wrąb wolny
W puszczy, w której przebywał ów jej zwierz swawolny.
Zdarzało się, że aprilisowe żarty kończyła najprawdziwsza awantura. Bywali ponoć oszuści, którzy wyłudzali pożyczki, a na wystawionych zobowiązaniach wypisywali datę 1 kwietnia, gdy zaś przyszło do zwrotu pieniędzy, zasłaniali się aprilisowum żartem. Nie wszyscy doceniali takie koncepty i epilogiem ich bywały ponoć procesy sadowe". 

Ciekaw jestem, czy ktoś z odwiedzających mój blog gości, padł ofiarą primaaprilisowego żartu, lub sam był jego autorem.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Alleluja!

Alleluja - przyśpiew radosny w liturgii, zwłaszcza w okresie wielkanocnym. Od hebrajskiego hallelu-Jah "chwalcie Boga".
Znamienne i świadczące o tym, że korzeniami chrześcijaństwa jest judaizm. 
Dzisiaj jest Niedziela Palmowa (albo Kwietna), ostatnia przed Wielkanocą, a zarazem pierwszy dzień Wielkiego Tygodnia, obchodzona na pamiątkę uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Ostatni tydzień wielkiego postu. To właśnie w Niedzielę Palmową święcona jest palma, gałązka palmowa, (lub gałązka wierzbowa czy malinowa - zależnie od regionalnego zwyczaju), przybrana kwiatami albo liśćmi, lub innymi ozdobami. W poniedziałek wielkanocny bywa używana do święcenia pól.
W dawnej Polsce stosowano ją przez cały rok do takich praktyk magicznych, jak zamawianie burzy, okadzanie kobiety w połogu, czy chorego bydła. Oprowadzano też w procesji umieszczoną na wózku drewnianą postać Chrystusa jadącego na ośle.  Wzorem pogańskiego sposobu udzielania  siły żywotnej, połykano też bazie wierzbowe i uderzano się gałązkami wierzbiny.
Jak podaje Słownik Mitów i Tradycji Kultury, Władysława Kopalińskiego:
"W Wielką Środę zrzucano (topiono) Judasza w kształcie kukły ze słomy lub z gałganów, (pozostałość pogańskiego obyczaju topienia zimy). W Wielki Czwartek cichły dzwony kościelne, głos oddawano  starszym od dzwonów klekotkom. Zapalano wiązki drzewa na rozstajnych drogach, by ogrzać zmarłych, zmarzniętych w czasie długiej zimy, a o zmroku wystawiano im i domowym ubożątkom jadło. Niektórzy biskupi i magnaci na znak pokory umywali nogi dwunastu starcom. W Wielki Piątek i Sobotę zwiedzano groby Chrystusowe, wyobrażenia Chrystusa leżącego w oświetlonym i ukwieconym grobie w kościołach. W Wielki Piątek odbywały się procesje zakapturzonych biczowników (kapników), śpiewajacych o męce Pańskiej i biczujących się wzajem przy każdej stacji aż do krwi, krzycząc wniebogłosy. W Wielką Sobotę urządzano też pogrzeb postnego żuru, a uprzykrzonego śledzia wieszano na drzewie; święcono kołacze, jaja, chrzan, szynki, baby. Rezurekcja z procesją odbywana w sobotę wieczór, albo w niedzielę rano, oznaczała początek radosnego świętowania".

Już za tydzień początek nowego życia. Cieszmy się więc, owieczki Boże.